Mam na imię Monika i pół roku temu dołączyłam do Łódzkiej Grupy Medytacji Chrześcijańskiej na Chojnach. Na chwilę obecną czuję i widzę, że jest to droga modlitwy, którą Bóg chce mnie prowadzić. Pragnę się podzielić moim doświadczeniem uczestnictwa we Wspólnocie Lubińskiej, oraz wrażeniami, jakie wywarła na mnie książka Thomasa Mertona „Nowy posiew kontemplacji”.

W czasie naszych spotkań oprócz cudownej medytacji w ciszy i wzywania imienia Jezus, jest również czas poświęcony na wspólne czytanie lektury. Obecnie jest to książka Thomasa Mertona „Nowy posiew kontemplacji”. Czytamy tam między innymi, że „świętość to bycie sobą” (s. 45). Ale chodzi tutaj oczywiście o to prawdziwe „ja”, które zna tylko Bóg, a nie to, które my widzimy, bo my widzimy fałszywy obraz swojej osoby. Jeśli tylko Bóg zna nasze prawdziwe „ja”, któż może nas lepiej poprowadzić do Jego świętości?

Myślę, że każdy z nas powinien pragnąć świętości, powinien marzyć, by zostać świętym. To przecież nasze powołanie. Powołanie, a jednocześnie zadanie. To marzenie Boga. Mówi nam o tym w Piśmie Świętym: „bądźcie świętymi jak i Ja jestem Święty” (Kpł oraz 1P). Czyż to nie cudowne, móc spełnić marzenie samego Boga? Pragnienie bycia świętym, to nie żaden przejaw pychy, ale właściwy wyraz naszej miłości do Boga.

T. Merton napisał również: „Nie ma dwóch istot stworzonych identycznie podobnych do siebie. A ich indywidualna odrębność nie jest niedoskonałością. Przeciwnie: Doskonałość każdego stworzenia nie polega na podobieństwie do jakiegoś abstrakcyjnego wzoru, ale na tożsamości z własną istotą” (s. 43). Swoją tożsamość może odnaleźć człowiek tylko w Bogu i z Bogiem, bo to On zna nasz pierwotny stan. Myślę, że medytacja chrześcijańska połączona z Sakramentami, a przede wszystkim z Eucharystią, to najpiękniejsza droga dla człowieka, by stać się świętym i być w pełni szczęśliwym. 🙂

„Nowy posiew kontemplacji” to książka, której nie trzeba czytać „po kolei”. Jest ona podzielona na kilkanaście rozdziałów, a każdy z nich jest nasycony bogatą treścią. Dlatego nie należy jej czytać jednym ciągiem, ale powoli, z przerwami na rozważanie.

Moją uwagę zwrócił też rozdział o rozproszeniach (s. 215-218). Pomógł mi zrozumieć moje rozproszenia jakich doświadczam podczas medytacji. Po lekturze Mertona, Bóg dał mi poznać, że te rozproszenia mogą być bardzo korzystne. Autor „Nowego posiewu” pisze, że nie należy sobie nimi zaprzątać głowy, a nawet można się do nich uśmiechać. Dzięki temu zrozumiałam, że te rozproszenia są potrzebne. Kiedy pojawiają się podczas medytacji, pobudzają mnie do tego, bym za każdym razem powracała do Boga. Pomaga mi w tym również wzywanie imienia Jezus, poprzez przyjętą regułę, dostosowaną do mojego indywidualnego rytmu oddechu. To takie jednoczesne ćwiczenie serca, umysłu i ciała. Więc myślę sobie, że te wszystkie rozproszenia są dopuszczane przez Boga, abyśmy coraz bardziej Go poznawali i zbliżali się do Niego, a tym samym poznawali siebie, swoje prawdziwe „ja”. A potem już w zupełnej ciszy trwali w Jego Obecności. On w nas, a my w Nim… Każdy z nas jest przecież uzdolniony do kontemplacji!

Jest również w książce Mertona piękny rozdział zatytułowany „Niewiasta obleczona w słońce” (s. 167-174). Fragment poświęcony Maryi, naszej Mamie, która jest wzorem doskonałej świętości, jaką człowiek może osiągnąć dzięki Bogu. I to nie przez jakieś wielkie dzieła, które czasem człowiek przypisuje sobie na własną chwałę. Ale poprzez całkowite uniżenie, pokorę i ukrycie. Ten rozdział daje mi ogromną radość i nadzieje, że świętość może uzyskać każdy z nas. W prostych czynnościach dnia codziennego… Kiedy robimy z miłością bliskim herbatę, czy naprawiamy szafkę, kiedy z czułością podamy rękę sąsiadowi na przywitanie i uśmiechniemy się do osoby stojącej w kolejce. A przede wszystkim chodzi o całkowite wyzbycie się siebie i zaufanie Bogu – tak jak Maryja, która jest wzorem naszej świętości. Bóg Jej tą świętość daje. Obdarza Ją pełnią łaski. A Ona na te łaski pięknie odpowiada, mówiąc Bogu nieustanne TAK. Jest z Nim cudownie zjednoczona. Medytacja, dzięki Duchowi Świętemu, może trwać w nas ciągle. A nasza kontemplacja Miłości z miłości przez całe życie.

Napisałam to świadectwo z nadzieją, że choć jedna osoba nie przejdzie obojętnie obok „Nowego posiewu kontemplacji”, bo jest w tej książce wiele wartościowych słów i podpowiedzi. Może Pan Bóg w kimś zadziała, właśnie poprzez tę lekturę. Nie mam wątpliwości, że Thomas Merton napisał ją dzięki pięknej współpracy z Panem Bogiem. Został do tego powołany. Jak sam napisał: „powołanie to współdziałanie dwóch wolności”. A tym samym współdziałanie i spotkanie dwóch miłości. I takiego spotkania czytającemu i sobie życzę. 🙂

Z Panem Bogiem!

Monika

(T. Merton, Nowy posiew kontemplacji, Wyd. Homini, Bydgoszcz 1999)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *